Adam Gryczyński „Okolice Nowej Huty” (15 VI÷30 IX 2019)

„Okolice Nowej Huty”
wystawa fotografii Adama Gryczyńskiego

w Młodzieżowym Domu Kultury Fort 49 „Krzesławice” w Krakowie
od czerwca do końca września 2019 roku

Wystawa prezentowana w ramach 70-lecia Nowej Huty

Kiedy spoglądam przez moje nowohuckie okno widzę na pierwszym planie drogę osiedlową, potem ogródki działkowe, a tuż za nimi nasyp kolejowy, gdzie dość rzadko i leniwie toczą się pociągi towarowe. Od północnej strony wyłaniają się malowniczo położone pośród drzew Raciborowice z kościołem parafialnym z XV w., wybudowanym przez Jana Długosza. Po stronie wschodniej ciągną się rozległe pola uprawne wokół Zalewu „Zesławice” ponad którymi wznoszą się pozostałości dawnej cegielni z kopułą obrotową, gdzie produkowano budulec na potrzeby Nowej Huty. Potem są tereny zielone należące do Prus, Grębałowa i Wzgórz Krzesławickich, a na ich horyzoncie przy dobrej przejrzystości powietrza, pojawia się z roku na rok coraz gęstsza zabudowa. Jesienią pola i łąki położone w dolinie rzeki Dłubni, często skryte są w grubej porannej mgle, co w padających ukośnie promieniach słońca pięknie wydobywa wieloplanowość wywołując przy tym specyficzny nastrój. Ten opisany z ptasiej perspektywy krajobraz, odkąd tu zamieszkałem (1990 r.) budził moje narastające zainteresowanie. Robiłem więc piesze wycieczki, najczęściej wzdłuż Dłubni, przez Batowice, Raciborowice, Kończyce, Książniczki, i Młodziejowice w kierunku Węgrzc lub Michałowic, a także rowerowe i samochodowe; do Koniuszy, Karniowa lub Wawrzeńczyc. Po drodze mijałem wioski, które mimo przeobrażeń, zdołały zachować tradycyjny układ pól i rolniczy charakter. Efektem tych peregrynacji były moje wystawy indywidualne: „Krajobrazy z Nowej Huty”, „Zielone metamorfozy” oraz ekspozycje zbiorowe: „Narodziny Nowej Huty”. „Pejzaż miasta”, „Nowa Huta – najmłodsza siostra Krakowa” i in.

Utrwalanie śladów przeszłości urzeczywistniło się w projekcie „Czas zatrzymany” obejmującym publikacje i wystawy. Wspólnie z tutejszymi mieszkańcami chciałem pokazać, jak ważne jest pielęgnowanie ludzkiej pamięci i zaduma nad własną tożsamością. Pasja poznawania lokalnej historii i kultury, wzbudziła uniwersalne refleksje o drogich każdemu człowiekowi korzeniach, które określają jego miejsce na ziemi. Z drugiej strony preferowany przeze mnie realizm fotograficzny, ujawniał widok dymiących kominów, osadników ścieków przemysłowych i wysypisk. Zrujnowane środowisko poruszało moją wyobraźnię w kierunku myślenia symbolicznego, jako paraboli do świata ludzkiej, ułomnej kondycji, czemu dałem wyraz w etiudzie filmowej „Exodus” (1988) oraz w cyklu zdjęć opublikowanych w albumie „Mistrzowie polskiego pejzażu” (2000).

Przypuszczam, że u progu zainteresowania krajobrazem okolic Nowej Huty, legły właśnie tamte obserwacje i doświadczenia, wzmocnione chęcią odreagowania na procesy i zjawiska, które powodują degradację świata przyrody. Fotografia jako narzędzie utrwalania rzeczywistości, stała się dla mnie jeszcze ważniejsza niż dotychczas. Dawała bowiem impuls do działania oraz pretekst do przemyśleń, a zarazem świadomość, że to co mnie porusza, może stać się także bliskie innym ludziom. Posiadając silną potrzebę kontaktu z naturą i przeszłością, znajdowałem tutaj odpowiednie warunki aby za pomocą środków technicznych i formalnych, uchwycić i wyrazić ponadczasowy klimat związany z jakimś osobliwym miejscem; z jego ukształtowaniem, dynamiką i energią. Kiedy zobaczyłem w nim coś istotnego, co uruchamiało moją inwencję i zmysł estetyczny, zwykle pojawiała się reakcja emocjonalna, osadzona w klasycznym nurcie fotografii. To była odpowiedź na to, co widzę i przeżywam w kontakcie z otoczeniem, z jego głębią i nastrojem. Zwykle nie unikam eksperymentów z wykorzystywaniem różnych środków warsztatowych, gdyż mam za sobą przygodę z pseudosolaryzacją i obrazami typu „sandwicz”, jednak w tym przypadku starałem się podążać własnym rytmem po dawno przetartym szlaku, przyjmując – podobnie jak Paweł Pierściński (1938-2017), twórca Kieleckiej Szkoły Krajobrazu i mój wieloletni przyjaciel – postawę miłośnika i dokumentalisty.

W latach 2016-2018 fotografowałem okolice Nowej Huty położone na jej północnych i wschodnich obrzeżach, głównie ze względu na występujące tam bogactwo form terenowych. Widząc ciekawie układające się fragmenty pól i wzniesień, nachodziła mnie pokusa, aby skoncentrować się na stosunkowo małym wycinku rzeczywistości, uzyskując przez to bardziej plastyczny i zwarty obraz form, idący nawet w kierunku abstrakcji. I choć czasem powstawały efekty takiego zawężonego spojrzenia, to przy wyborze prac i ogólnej koncepcji wystawy i albumu, zwyciężyła jednak chęć ukazania topografii i zlokalizowania utrwalonych miejsc w terenie.

Kiedy przygotowywałem zdjęcia do ekspozycji, zastała mnie jesień. Drzewa utraciły większość kolorowych liści, za oknami ścieliła się mgła przemieszana z gęstym, dławiącym smogiem, lecz gdy nastawała noc, na skrzydłach nostalgicznych wspomnień unosiłem się w żółto-zielono-brązowy przestwór wiosennych pól, pachnących wilgotną ziemią. I chętnie w nim się zanurzałem, wyciągając z czeluści komputera fotografie z którymi splotłem estetyczne odczucia lub wyobraźnię.

Pan Tadeusz Maroszek, zaprzyjaźniony bibliotekarz, niemal od samego początku swoją obecnością i dobrym słowem towarzyszył mi w urzeczywistnianiu pomysłu na odkrywanie lokalnej historii i dziedzictwa.

Portret ziemi który sporządziłem, jest próbą uchwycenia jej zanikającego uroku. Jest moją odpowiedzią na gwałtowne przeobrażenia które tutaj zachodzą i dalej będą postępowały kształtując, lub raczej deformując jej oblicze. Im dłużej przyglądam się okolicznym krajobrazom, tym większy odczuwam niepokój. Mam tu na myśli budowę trasy S7, Północnej Obwodnicy Krakowa oraz blokowisk pochłaniających coraz to większe obszary rolnicze. Bywa, że tu, gdzie jeszcze nie tak dawno rozciągała się malownicza łąka, widoczna na zdjęciach sprzed lat, wyrosły już nowe domy, niszcząc dawną scenerię i harmonię niezrównanych proporcji, ukształtowaną przez odwieczne siły natury i ludzką działalność. Niejedna okolica, oddalona od wielkomiejskiego zgiełku, stanowiąca wcześniej sielską oazę spokoju, stała się w następstwie przemian urbanizacyjnych częścią większego osiedla. Będąc w oddaleniu, gdzieś w Kocmyrzowie, Pietrzejowicach lub Karniowie, zatrzymuję wzrok na białych domkach rozlokowanych na tle pasiastej zieleni, za którą wyłania się na horyzoncie górski łańcuch Beskidów, czasem widać nawet Tatry. Wówczas uruchamia się moja fantazja, i podpowiada, jak obserwowany teren, pozbawiony współczesnych siedlisk ludzkiej egzystencji, mógłby pięknie wyglądać. Dawniej istniał tu przecież zupełnie inny świat, mocno różniący się od tego który znamy.
Wyraźnie, a niekiedy bardzo delikatnie oddzielona sfera ziemi i nieba, w zestawieniu z duchowością reprezentowaną przez wolny obszar nieba, metaforycznie układa się w symbole związane ze sferą sacrum-profanum. W rozległym krajobrazie uwypuklają to wzory natury i geometrii, kształty, desenie, motywy przestrzenne i różnorodność faktur.
Kolory o skrajnych odcieniach dają wizualnie iluzję trójwymiarowości, co w postaci modelunku światłocienia wzmacnia uchwycona perspektywa powietrzna i linearna, podkreślając efekt głębi. W podjętej rozgrywce plastycznej można wyłonić na obrazach pewne formy terenowe, jako istotne elementy kompozycji, które są połączone ze sobą relacjami, dając określone napięcia. Całość, w zależności od ukształtowania terenu, jego oświetlenia oraz intencji autora, może przybierać formy dynamiczne lub statyczne, płaskie lub wypukłe, emanujące energią koloru lub pastelowe, stonowane, niemal monochromatyczne. Zwykle dwu, lub trójbiegunowa tonacja kolorystyczna, składająca się z kolorów przeciwstawnych, oraz ich kontrastujące połączenia z wykorzystaniem panującego o danej porze dnia i roku oświetlenia, stanowi dla fotografa nie lada wyzwanie. Podobnie jak oddanie specyficznego, wiejskiego nastroju i płynącego stamtąd uczucia.

„W 1980 roku Urszula Sipińska śpiewała nostalgiczne piosenkę
„Chcę wyjechać na wieś”, w której zadawała retoryczne pytania: „Czy jest jeszcze gdzieś prawdziwa ta wieś zielona, pachnąca lnem? Z polami wśród łąk, z garnkami, co schną na płotach do góry dnem? Z chatami wśród pól i z mlekiem na stół, z żelazkiem, co duszę ma?” Potomkowie rdzennych mieszkańców Nowej Huty pamiętają, że takie wioski istniały w miejscu, w którym wybudowano to miasto. Te urokliwe wioski istnieją, żyją i trwają w ich sercach, pamięci i tęsknotach, w moich również. Ja nadal noszą w sercu te krajobrazy, w których pod sklepieniem błękitnego nieba falowały na wietrze łany dojrzewających zbóż, powietrze napełniało się śpiewem różnorodnego ptactwa i pianiem kogutów a wśród bogactwa kwiatów na łąkach i pagórkach toczyła swe wody rzeka Dłubnia. Tam w okolicznych wioskach mieszkali ludzie o oczach jasnych i czystych, pielęgnujący tradycje narodowe, religijne i ludowe. Oni również byli nieodłączną częścią krajobrazu, tak jak kapliczki i krzyże przydrożne, drewniane domy z czerwoną dachówką oraz pola uprawne, sady i łąki… Kiedy człowiek osiąga ten niewyobrażalny wiek, który mieli niegdyś jego dziadkowie a potem rodzice, trudno mu odtworzyć w pamięci szczegóły z dzieciństwa. W pamięci zostaje tylko sama atmosfera tamtych czasów, zapach suszącego się siana i narastająca tęsknota za swoja małą, sielską i anielską ojczyzną”.

Do rzadkości należą tu stare, wiejskie chałupy, ongiś urokliwie wtopione w pejzaż. Niestety przegrały walkę z nowoczesnością o przetrwanie, i prawie wszystkie już znikły wraz z sędziwymi stodołami, sadami i alejami starych drzew rosnących wzdłuż pradawnych szlaków. Nie zadbano, aby te relikty znalazły swoje miejsce w skansenie, i nie wiadomo, czy inicjatywa jego powstania, podjęta ostatnio w Krakowie po raz trzeci w ciągu ostatniego stulecia, zakończy się sukcesem. Jeszcze tak niedawno chaty stały w Mogile, Bieńczycach, Czyżynach, Pleszowie, Krzesławicach, Luboczy i in., lecz zostały przebudowane, rozebrane lub najczęściej zniszczone. Dlatego też zamieściłem kilka ich zdjęć, by choć w ten sposób zachować je w pamięci. O jednej z nich, chałupie z Mogiły stojącej przy ul. Kopaniec 15, którą starałem się uratować poprzez apele, audycje radiowe i program telewizyjny, opowiedziałem także Marii Wandzie Wolak (1944-2015), nauczycielce i poetce, pokazując jej zdjęcia tego 130-letniego domostwa. Kiedy wiosną 2014 r. budowa trasy S7 przerwała jego istnienie, pani Maria napisała wiersz kończący się słowami:

„Bez łopotu proporców,

bez historii tętniącej,

w niebieskości powały,

bez oczu, bez pochwały,

z imieniem i numerem,

runęła na ziemię,

chata,

której śmierć skosić nie chciała.

Skosił człowiek.

I w zadumie, zamyśleniu

zostajemy z tym imieniem,

co w pamięci ludzkiej zaśnie.

Mogiła piętnaście.”

Ta postać krajobrazu, którą utrwaliłem wokół Nowej Huty, ma się ku końcowi. Stopniowo lecz nieuchronnie niszczą go nowopowstające arterie komunikacyjne, sieci energetyczne i różnego rodzaju ogrodzenia. A także bloki mieszkalne i domy jednorodzinne, zarówno te w zabudowie szeregowej, bliźniaczej jak i wolnostojące, parterowe i wielokondygnacyjne. Wśród nich są obiekty przypominające baraki, altany, czasem chaty i dwory, aż po wielkie budowle zwieńczone kopułami, z tarasami i balustradami z tralek. Stosowane są różne pokrycia dachowe oraz kolorowe tynki zewnętrzne, co skutkuje powstawaniem brzydkich budynków bez estetycznego związku z otoczeniem. Na jednym terenie proces przeobrażeń przebiega szybciej, gdzie indziej zaś wolniej. Lecz wszędzie widać, że on stopniowo narasta, dając sumarycznie efekt chaosu i uczucie cywilizacyjnego przesytu, który pogłębia wycinka starych drzew, będących ostoją lub miejscem gniazdowania ptaków.

Przedstawiony tutaj świat, z jego blaskiem i cieniem, starałem się opisać zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i predyspozycjami, w sposób prosty a zarazem prawdziwy. Skłoniło mnie do tego uwrażliwienie na trwałe zmiany jakie dokonują się w krajobrazie na skutek wpływu działalności człowieka i jego gospodarki. One są rozciągnięte w czasie, co utrudnia ich szczegółową obserwację i futurologiczną analizę przez jedno pokolenie. Mam nadzieję, że młode generacje, bogatsze o nowe doświadczenia, metodą kontynuacji dołożą w tej materii kiedyś własne interpretacje i spostrzeżenia, że przyczynią się do powstania zbiorowego, zobiektywizowanego portretu okolic Nowej Huty. Prosząc o tę przysługę, życzę im, aby warunki do życia jakie tutaj nadejdą, okazały się dla nich łaskawe. Lecz aby tak się stało, musimy zadbać my, współcześni, bo jak napisał autor „Małego księcia” Antoine de Saint-Exupéry:
„Ziemi nie dziedziczymy po naszych rodzicach, pożyczamy ją od naszych dzieci.”

Adam Gryczyński
Nowa Huta, 24 listopada 2018 r.

 

Adam Gryczyński – urodzony 24 listopada 1957 r. w Krakowie. Ukończył w 1981 r. pedagogikę i wyższy kurs fotograficzny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików (Okręg Świętokrzyski), Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego, Krakowskiego Klubu Fotograficznego i Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Od 1983 r. jest kierownikiem działu fotograficzno-filmowego w Nowohuckim Centrum Kultury. Miał kilkanaście wystaw indywidualnych pokazywanych w Polsce i za granicą; w USA, Niemczech, Brazylii, Rosji, Norwegii, Chorwacji, we Włoszech, na Litwie i Węgrzech. Brał udział w przeszło 100 wystawach zbiorowych i wielu plenerach fotograficznych.

Pod jego redakcją ukazały się wydawnictwa: „Franciszek Twaróg – nauczyciel z Luboczy” (2006), „Czas zatrzymany” (2006), „Nowa Huta – najmłodsza siostra Krakowa” (2007), „Czas zatrzymany 2” III tomy (2008), „Nowa Huta – nowa ewangelizacja” (2009) oraz kilkadziesiąt katalogów wystaw. W przygotowaniu są książki z serii „Czas zatrzymany”: „Nie tylko o szkole”, „Z kart historii Pleszowa”.

Ważniejsze wystawy: „Remuh” (1986), „Krajobrazy z Nowej Huty” (1993), „Migawki z Turcji” (1993), „Poranek w Krakowie” (1994), „W duchu świętego Franciszka” (1996), „Foto-grafizacje” (1997), „Obrazki na koniec wieku” (1999), „Wenecja od rana do wieczora” (2000), „Już nie idą w cerkiew gromady” (2002), „Powroty do przeszłości” (2002).

Adam Gryczyński jest autorem etiud dokumentalnych powstałych w Amatorskim Klubie Filmowym „Nowa Huta”: „Remuh”, „Exodus”, Apage Satana!”, „Nostalgia tatrzańska”, a także współrealizatorem paradokumentalnego filmu „Pamiętnik Leo”. Posiada: Medal 150-lecia Fotografii, Nagrodę Honorową im. Fryderyka Kremsera, tytuł Nowohucianina Roku 2008, odznaki; Zasłużony Działacz Kultury i Honoris Gratia oraz Nagrodę Polonia Minor. W 2013 roku otrzymał Nagrodę Województwa Małopolskiego im. Romana Reinfussa za wybitne i szczególne osiągnięcia w dziedzinie zachowania lokalnej tożsamości kulturowej w Małopolsce w kategorii: wydarzenia upowszechniające wiedzę o wartości i znaczeniu lokalnego dziedzictwa kulturowego za podjętą inicjatywę i realizację cyklu wydawniczego pn. „Czas zatrzymany”, popularyzującego wiedzę o rdzennych mieszkańcach terenów dzisiejszej Nowej Huty.

 

Organizatorzy:

Logo_MDKMłodzieżowy Dom Kultury Fort 49 „Krzesławice” w Krakowie

 

logo-nck
Nowohuckie Centrum Kultury, Kraków, Aleja Jana Pawła II 232


Krakowski Klub Fotograficzny, NCK, Kraków

 

Centrum Papieru

Ten artykuł opublikowany w kategorii: kalendarz imprez, w nadchodzącym czasie (menu boczne).

Comments are closed.